środa, 20 kwietnia 2016

Otaku: mangozjeby

Otaku - "W Japonii słowo otaku ma negatywne znaczenie, oznacza osobę, która poświęca całe życie mandze i anime. Poza Krajem Kwitnącej Wiśni fani z dumą określają się mianem otaku." 
(fragment Wikipedii) 

Normalnym jest, że się z czymś nie zgadzamy. W moim przypadku wiele sprzeciwu wywołuje powyższy wpis. 
(Oczywiście pomijając wołający o pomstę do nieba/obrzydliwy zwrot: "Kraj Kwitnącej Wiśni" - ale nie o tym mam zamiar zrzędzić.... przynajmniej tym razem) 
Osobiście gdy ktoś nazwie mnie otaku czuję taki sam niesmak jak wikipediowi japończycy. Prawdą jest, że czasami marnuje życie na anime i mange - będę szczera zdarza mi się to non-stop, jednak w Polsce mianem otaku określa się ludzi jeszcze gorszego sortu (autodis?). Według społeczeństwa są to osoby pokroju psychofanów, zgodnie z nowomodnym slangiem - gimbusów. Burzą się oni o wszystko, atakują osoby o odmiennych poglądach oraz roztaczają wokół siebie aurę chorobliwej dumy ze swojej odrębności, raczej chęć bycia odrębnym. 
To właśnie z ich powodu słowo otaku zyskało zły wydźwięk oraz doczekało się podtytułu. Otóż każdy otaku to mangozjeb i niedorozwój - choć to drugie określenie jest rzadziej spotykane.
Stąd mój sprzeciw odnośnie tego fragmentu w tekście Wikipedii. Otaku jest słowem, które nie służy nazwaniu grupy fanów japońskiej animacji a wyrazem z negatywnym pogłosem. 
(Nawet na stronach poświęconych anime tego słowa unika się jak ognia) 
Osoby takie jak ja czują się zażenowane gdy ktoś nazwie ich otaku. Tylko czy możemy temu zaprzeczyć? 
Jesteśmy zwyczajnymi członkami społeczeństwa, którzy nie chcą afiszować się swoimi zainteresowaniami. Zdrowe podejście, prawda? Jednak co począć gdy ktoś cię tak nazwie? Najlepiej wyjaśnić mu czemu lepiej by tego więcej nie robił. 
Więc dla własnego spokoju radzę wam abyście nie nazywali się otaku. 
Mimo że w grupie tej zadziwiającą większość stanowią osoby myślące w podobny do mnie sposób, zawsze to te czarne owce, nie ważne jak znikomy odsetek grupy stanowią, są na ustach publiki. Może rzeczywiście w takiej sytuacji najlepiej salwować się ucieczką?
Oczywiście w ten sposób sami wbijamy sobie gwóźdź do trumny sprawiając, że wyżej wymieniony odsetek staje się większością. 
Hejterzy bynajmniej nie pomagają. Wiedzą co zrobić by najbardziej bolało. O ile z określeniem mangozjeb już się pogodziliśmy i nie wywołuje one w nas żadnych emocji o tyle nazwanie anime "chińską bajką" wywołuje u nas szewską pasje. Najzabawniejsze, że u mnie także, choć tak bardzo staram się odseparować od określenia otaku i zachowań typowych dla nich. 
Na swoje usprawiedliwienie chciałbym dodać, że takowe oburzenie jest naturalne dla każdego fana - ugh, jak ja nienawidzę tego słowa - czy to książki, czy zespołu. 
Początkowo chciałam psioczyć tylko na stereotypowych otaku... ale się nie da! 
Hejterzy jak ja ich nienawidzę (chyba nadużywam słowa "nienawidzę" - jednak jak inaczej w tak dosadny sposób wyrazić wręcz pogardę dla czyjegoś/czegoś istnienia?).  Teraz wyłożę wam moją definicję tego słowa:
Hejter - osoba maniakalnie okazująca swój brak poparcia dla czegoś, czego nie stara się zrozumieć. Bardzo często robiąca to w sposób wulgarny oraz niepotrafiąca uzasadnić swoich poglądów w sensowny sposób. 
A wracając do zarzuconego tematu, wiedzą oni jak wyciągnąć z otaku to, co najgorsze i przedstawić ich w najniekorzystniejszym świetle. 
Najlepiej przestać reagować na takowe zaczepki. Tak, to kolejna ucieczka, która nie rozwiąże problemu.
 Oczywiście można im też odpisać! Jednak w takich kontaktach międzygatunkowych nie można ukazywać uczuć ani się wywyższać, niezależnie jak niski poziom intelektualny prezentuje sobą nasz rozmówca. Jeżeli jednak decydujesz się na walkę... radzę argumentować. Pewnie i tak zostaniemy wtedy spławieni ale a nóż widelec coś do kogoś dotrze? 
Przyznam, że sama kiedyś byłam hejterką zarówno mangozjebów jak i Justina Bibera (jak to się pisze?!). Tego okresu w swoim życiu wstydzę się do tego stopnia, że odszukuje swoje stare komentarze i przepraszam oraz wyjaśniam, że było to głupie stadne zachowanie mające na celu stanie się powszechnie lubianą oraz akceptowaną osobą, i odróżnienie się od rzeszy wielbicieli zalewających internet. Wiem, że to co robiłam było skrajnie głupie i choć piosenki Justina nadal nie mogą utorować sobie drogi do mojego serca to stałam się na tyle dojrzała by zrozumieć jego fenomen oraz nie starać się na siłę nie poddawać panującej modzie. 
Czy powinnam dopisać coś jeszcze? Raczej nie... choć mogę wnieść apelację. Nie dawajcie hejterom więcej powodów do śmiechu... 
Wiecie co? Zmieniłam zdanie! 
Walić ich! Lubisz coś? To proszę bardzo, stwórz swoje konto na Facebooku ze zmienionym nazwiskiem nawiązującym do ulubionego bohatera anime. Obnoś się z tym, że oglądasz yaoi. Dopóki nie szerzysz mowy nienawiści będę cię szczerze wspierać. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz